wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 6

                Wjeżdżając do Gdańska, uświadomiłam sobie, jak dużo już przeszłam. Utwierdziłam się w przekonaniu, że to wszystko miało jakiś cel. Nie żałowałam tego, że tu jestem. Musiałam być przy Danielu i pomóc mu rozwiązać problemy. W końcu był moim bratem. Nie mogłam go zostawić. Chciałam, żeby wszystkie jego, ale także moje wątpliwości się rozwiązały.
                Musieliśmy znaleźć jego ojca, to był nasz główny cel. Dość trudny, bo Gdańsk jest dużym miastem i niełatwo będzie szukać jednego z jego mieszkańców. Błąkaliśmy się po alejach miasta i pytaliśmy przypadkowych ludzi, czy znają Adama Nowaka. Niestety nikt o nim nie słyszał. Może zmienił nazwisko. Tego nie byliśmy pewni. Mógł także żyć gdzieś indziej. Dobijała nas niewiedza na jego temat.
- Może niepotrzebnie tutaj przyjechaliśmy? Przecież nie wiemy, czy on jest w Gdańsku - oznajmiłam Danielowi.
- Być może, ale chcę to sprawdzić - odpowiedział szybko.
                Tak właśnie spędziliśmy cały dzień, na poszukiwaniach, które spełzły na niczym. Było już ciemno i zimno, a głód doskwierał. Wyjęłam ze swojego plecaka trzy kanapki i poczęstowałam moich towarzyszy. Po posiłku pojawił się problem związany z miejscem spania. Mogliśmy przecież zostać w samochodzie, ale tamtej nocy było naprawdę zimno. Postanowiliśmy udać się do jednego z gdańskich hosteli. Mieliśmy szczęście, w jednym z nich był wolny pokój, ale tylko z jednym łóżkiem. Daniel i Łukasz powiedzieli, że będą spać na podłodze. Zaprotestowała i stwierdziłam, że ja mogę to zrobić. Byli jednak nieugięci. Na szczęście przyniesiono nam jeszcze dwa nieduże łóżka polowe, więc każdy miał na czym spać. Byłam zmęczona i szybko zasnęłam. Chłopcy jeszcze rozmawiali. Obudziłam się około trzeciej w nocy. W naszym pokoju nie było ciemno, bo światło lampy z ulicy wpadało w nasze okno. Spojrzałam na Daniela, później na Łukasza. Co ja tu robię? - pomyślałam. Nigdy bym się nie spodziewała, że będę nocować w jednym pokoju z dwoma chłopcami. Owszem, jeden z nich był moim bratem, ale przecież znaliśmy się krótko. Jednak nie przeszkadzało mi to. Była między nami więź, trudna do opisania. Ufałam mu. A Łukasz? Był jego przyjacielem - bardzo dobrym na dodatek, miłym i przystojnym. Czy to miało coś do rzeczy? W tamtej chwili może tak, gdyż nie mogłam przestać na niego patrzeć. Kiedy jestem w jego pobliżu, czuję się inaczej. Polubiłam go, choć znaliśmy się tak krótko. Nie miało to dla mnie znaczenia, jemu również zaufałam. Wtedy byłam przekonana, że nie jestem tutaj przypadkowo. Wszystkie zdarzenia, jakie miały miejsce w przeciągu ostatnich tygodni, bardzo mnie zmieniły. Co do tego nie miałam wątpliwości. Nauczyłam się doceniać to, co mam. Szanować otaczających mnie ludzi i nie oceniać ich zbyt szybko.
                Z samego rana obudziło mnie krzątanie się po pokoju Łukasza.
- Przepraszam, nie chciałem Cię obudzić – powiedział niezwykle mile.
- Nic się nie stało. Przecież nie możemy się obijać i spać do południa. Musimy niedługo ruszać dalej – odparłam. Byłam naładowana pozytywną energią i gotowa do działania.
Wstałam z łóżka, zarzuciłam na siebie bluzę. Miałam udać się do łazienki, ale spostrzegłam , że w pokoju nie ma mojego brata.
- Gdzie jest Daniel? – zapytałam zmartwiona.
- Wyszedł godzinę temu. Stwierdził, że lepiej będzie, jeżeli poszukamy jego ojca oddzielnie. Wtedy są większe szanse, że znajdziemy go szybciej. Będziemy w kontakcie. Jeżeli nie uda mu się go znaleźć, wróci tutaj wieczorem – wyjaśnił mi Łukasz.
Szczerze mówiąc trochę się ucieszyłam. Przecież Daniel mógł zabrać mnie ze sobą, a wtedy nie mogłabym spędzić czasu z Łukaszem. W jego towarzystwie czuję się wyśmienicie. Nie obawiałam się o brata, bo był zaradny, a jego pomysł wydał mi się dość dobry. Tak więc, szybko przygotowałam się do wyjścia. Wstąpiliśmy na chwilę do baru, by kupić jakieś jedzenie na wynos i ruszyliśmy w drogę.
Chodziliśmy po różnych ulicach, pytaliśmy przypadkowych ludzi o ojca Daniela i tak samo jak poprzedniego dnia – bezskutecznie. Nikt nic nie wiedział. Udaliśmy się jeszcze w stronę Długiego Targu, jednak historia się powtórzyła. Nasze poszukiwania trwały już kilka godzin, zbliżało się późne popołudnie.
- Łukasz, czy Daniel mówił Ci, gdzie dokładnie miał zamiar szukać? – odezwałam się, mając już pewien plan w głowie.
- Mówił, że będzie go szukać w portach morskich. Może nawet pojedzie do Sopotu, jeśli w tutejszych go nie znajdzie.
- Może zadzwoń do niego – zaproponowałam.
Łukasz wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer do Daniela. Tak jak myśleliśmy, był w Sopocie. Usłyszeliśmy, że zabawi tam jeszcze około godziny, może krócej a później wróci do Gdańska. Powiedział, żebyśmy udali się do przystani żaglowej na Mołtawie, bo do niej jeszcze nie dotarł. Tam mieliśmy na niego poczekać. Po krótkiej chwili byliśmy już w taksówce i zmierzaliśmy ku miejscu wskazanemu nam przez Daniela. Po około dwudziestu minutach dotarliśmy do celu. Od razu zaczęliśmy pytać pracujących tam ludzi, czy znają ojca Daniela. Jednak i tym razem odpowiedź była przecząca. Powoli traciłam nadzieję, że go znajdziemy. Tak bardzo chciałam pomóc mojemu bratu. Zamyśliłam się, jednak po chwili przemówił do mnie Łukasz:
- Chodź, usiądźmy. Daniel pewnie niedługo będzie – uśmiechnął się, uwydatniając swoje lśniące i niezwykle białe zęby.
- Dobrze – powiedziałam cichutko, bo onieśmielił mnie swoim uśmiechem.
Usiedliśmy na znajdującej się nieopodal ławce.
- Jesteś odważna – oznajmił nagle chłopak.
- Dlaczego tak myślisz? – nie rozumiałam.
- Nie każda osoba na Twoim miejscu zachowywałaby się podobnie – kontynuował.
- To znaczy? – ciągnęłam rozmowę.
- Pomimo wątpliwości, które pewnie masz lub miałaś na początku, postanowiłaś pomóc Danielowi i nie zostawiłaś go. Chociaż znacie się tak krótko i poznaliście się… - przerwał na chwilę i pokiwał głową – w dość niedogodnych okolicznościach.
Uśmiechnęłam się do niego figlarnie.
- Masz rację, na początku miło nie było. W końcu myślałam, że był porywaczem i ma jakiś cel w moim uprowadzeniu. Jednak, kiedy wszystko wyszło na jaw, zrozumiałam go i zaufałam mu. Jest w końcu moim bratem i zależy mi na nim.
- A ja? Ufasz mi? – spytał nagle.
To pytanie trochę mnie zaskoczyło. Przez chwilę nic nie mówiłam. Nie dlatego, że się wahałam. Łukasz wpatrywał się we mnie, czekając na odpowiedź. A ja nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa i przestać patrzeć w jego piękne brązowe oczy.
-Tak, ufam – wyszeptałam cicho.
Po moim wyznaniu zaczął patrzeć na mnie inaczej, cieplej. Widać było, że zadowoliło go to, co przed chwilą usłyszał.
- Jesteś bardzo piękna i … wyjątkowa. – powiedział nagle.
Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Był pierwszym chłopakiem, który tak do mnie mówił. Wtedy poczułam coś, czego nie odczułam jeszcze nigdy w życiu. Zawsze byłam cieniem moich koleżanek. Nigdy nie wysuwałam się na przód. Chłopcy interesowali się tylko nimi, a nie mną. Do mnie odnosili się tylko, jak do … kumpeli. Może to dlatego, że nie pozwalałam im na nic więcej. Byłam zbyt zamknięta w sobie. Powinnam się już dawno otworzyć.
Dzięki słowom wypowiedzianym przez Łukasza zapomniałam o dawnej sobie, o zwyczajnej Marcelinie. Wtedy nie tylko ja , ale także Łukasz zapomnieliśmy na chwilę o wszystkim, o problemach, o tym, że nie znamy się zbyt długo. W tamtej chwili miałam wrażenie, że czekałam właśnie na niego. Czekałam, żeby to właśnie z nim przeżyć swój pierwszy pocałunek. Było warto, bo był cudowny… Na początku spojrzał mi głęboko w oczy, zbliżył się do mnie, złapał za rękę i widząc mój uśmiech, delikatnie musnął mnie w usta. Zamknęłam oczy, a wszystko odpłynęło. Czułam, że jest mi gorąco, moje policzki płonęły. Nigdy tak się nie zachowywałam. Co się ze mną dzieje? Po chwili zaczęliśmy całować się namiętniej. Było wspaniale. Nasz pocałunek nie był zbyt długi, jednak nie mogłam sobie go lepiej wyobrazić. Miałam się odezwać i powiedzieć mu o tym, ale nagle zadzwoniła komórka. To był Daniel – za chwilę miał do nas dołączyć. Łukasz powiedział, że miał przygnębiony głos. Zmartwiłam się.
- Spokojnie. Pewnie jego poszukiwania też nic nie dały i dlatego był smutny – widząc moją minę, próbował mnie pocieszyć.
Nie minęła nawet minuta, a Daniel biegł już w naszym kierunku.
- Cześć - krzyknął ze smutkiem w głosie.
- Coś się stało? Dowiedziałeś się coś o swoim ojcu? Wiesz, gdzie jest? – zarzuciłam go pytaniami.
- Dowiedziałem… - kontynuował powoli. – Nie żyje – dodał po chwili.
Zapadła cisza. Spojrzałam na brata, później na Łukasza. Wiedziałam, że nie czas na dalsze pytania, dlatego zamilkłam. Tkwiliśmy na przystani, wpatrzeni w jeden punkt - w odpływającą właśnie łódź. Dlaczego akurat w nią? Nie wiem. Może chcieliśmy tak jak ona - odpłynąć. Tylko, że „odpłynąć” od własnych problemów i złych chwil swojego życia, zapomnieć o nich i zacząć wszystko od nowa… Tak, tego naprawdę pragnęliśmy. Zacząć od nowa, ale… razem. Nie chciałam stracić tego, co zyskałam przez ostatni czas. Brata i chłopaka, przy którym czułam się wyjątkowa. Wiedziałam też, że oni nie chcieli stracić mnie.
- Wracajmy do domu – przerwał ciszę Daniel.
Tak też zrobiliśmy…