niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 5


            Nie zrobiło mi się przykro, kiedy zaczęła płakać. Może to źle. Trudno. Miałam żal o to, że tak długo mnie okłamywała. Pragnęłam, żeby w końcu zaczęła mówić prawdę.
- Dlaczego to zrobiłaś? Czemu przez szesnaście lat żyłam w nieświadomości i nie wiedziałam, że mam brata?! – wykrzyczałam.
Mama otarła oczy od łez i powiedziała drżącym głosem:
- Marcelinko, kochanie, przepraszam Cię. Nie chciałam, żeby to wszystko tak się potoczyło.
- Co? Mówisz absurdalne rzeczy. Gdyby nie to, że poznałam Daniela, nigdy nie dowiedziałabym się, że jest moim bratem. Gdyby nie zdecydował się do czynu, jaki podjął, nadal nie miałabym o niczym pojęcia. Okłamywałaś mnie. Jak mogłaś?! Myślałam, że jesteś inna. – oznajmiłam z wściekłością.
            Daniel widział, że jestem zdenerwowana, dlatego próbował mnie uspokoić. Był bardziej opanowany niż ja. Uświadomiłam sobie, że nawet jeszcze z nią nie rozmawiał. Ciągle tylko ja zabierałam głos, a przecież muszą w końcu porozmawiać. Moja złość sprawiła, że o tym zapomniałam. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w takim stanie.
- Może wyjaśniłabyś coś swojemu synowi? Dlaczego go porzuciłaś? – kontynuowałam z pretensjami.
            Daniel przeszył mnie wzrokiem. Najwidoczniej chciał dać mi do zrozumienia, że trochę przesadzam i powinnam się uspokoić. Ale ja nie potrafiłam.
- Musiałam to zrobić. – powiedziała z bezsilnością w głosie.
- Dlaczego? – odezwał się Daniel.
             Zamilkła. Widać było, że nie chciała nic mówić. Była zagubiona. Pewnie na jej miejscu, każdy by był. Jej córkę porywają. Okazuje się, że porywaczem jest jej syn, którego osiemnaście lat temu oddała do domu dziecka. To absurdalne, ale jednak prawdziwe.
- Przepraszam Cię. – przemówiła i przytuliła Daniela do siebie. – Tak bardzo chciałam, żebym kiedyś mogła z Tobą porozmawiać. To wszystko miało potoczyć się inaczej. Niestety, zawiodłam. Kiedy chciałam naprawić swój błąd, było już za późno. – dodała po chwili.
Miałam już dosyć tego ciągłego wymigiwania się od najważniejszej odpowiedzi. Rozumiałam, że był to trudny temat, ale należała nam się szczera rozmowa.
-Dlaczego oddałaś Daniela? Powiedz w końcu, co Cię do tego skłoniło. – oburzyłam się.
            Do pokoju weszła Róża. Najwidoczniej usłyszała nasze, a właściwie moje krzyki i zaniepokoiła się. Podbiegła do mnie z otwartymi ramionami.
- Tęskniłam. Gdzie byłaś? – dopytywała.
Na początku nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Z Danielem. – wskazałam na brata.
- Kim Ty jesteś? – zapytała go.
Wydawał się być zakłopotany. To trudno powiedzieć dziewięcioletniej dziewczynce,  że jest się jej bratem. Dlatego odpowiedziałam za niego.
- Kimś ważnym. Później powiem Ci więcej, a teraz idź na górę, bo musimy porozmawiać we trójkę.
Róża posłuchała mnie i udała się do swojego pokoju. Mama w końcu otworzyła się.
- Kiedy zaszłam w ciążę miałam siedemnaście lat. Bałam się, że sobie nie poradzę. Na dodatek Piotr, ojciec Daniela, był przeciwny, żebym urodziła. Zmienił swój stosunek do mnie, stał się złośliwy, krzyczał i często się upijał. – przerwała i usiadła na krzesełku.
- Nic Ci nie jest? – zmartwiłam się.
- Nie, po prostu trudno jest mi o tym mówić. Teraz wiem, że powinnam powiedzieć wszystko dużo wcześniej.
Zrobiło mi się jej szkoda. Przecież ona też to przeżywała. Popełniła błąd, skrywając prawdę. W końcu każdy ma prawo się pomylić. Chciałam się z nią pogodzić.
-Wiesz, gdzie jest teraz ojciec Daniela? – zapytałam.
- Nie wiem, ostatni raz widziałam go pięć lat temu. Byłam na szkoleniu w Gdańsku. Nawet z nim nie rozmawiałam. Nie poznał mnie. Cumował łodzie do brzegu. – odparła smutno mama.
-Podobno tak. – wtrącił się Daniel.
Atmosfera zmieniła się. Słałam się bardziej spokojna. Zrozumiałam, że złością i krzykiem nic nie zdziałam. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej. Osiągnęłam swój cel. Mama wyznała, że chciała odzyskać Daniela, ale wszyscy mówili jej, że sobie nie poradzi i lepiej będzie, jeśli jej syn znajdzie nową rodzinę. Uwierzyła w to. Przeprowadziła się z Zielonej Góry do Warszawy. Nawet nie wiedziała, że dom dziecka podupadł i instytucja musiała przenieść się do stolicy. Nasz dom był w zupełnie innym krańcu miasta. Mama chciała odwiedzić Daniela, ale Piotr okłamał ją, że syna zaadoptowała już inna rodzina. Nie obchodził go los syna. Moja matka myślała, że dobrze postąpiła. Chciała, żeby Daniel miał prawdziwą rodzinę i był szczęśliwy. Gdyby tylko wiedziała, jak było naprawdę. Pół roku po całym zajściu ojciec chłopaka zostawił ją i uciekł, nie dając żadnego znaku życia. Jeden dzień przed ucieczką pokłócili się. Doszło nawet do rękoczynu. Mama przechodziła wtedy piekło. Rok później poznała mojego tatę. Na początku wszystko układało się dobrze. Mama zaszła w ciążę. Miała wtedy dziewiętnaście lat, była bardziej dojrzała i doświadczona życiowo. Sytuacja była zupełnie inna, bo mój mój tata pomagał jej. Bynajmniej na początku. Po siedmiu latach także ją zostawił. Od tamtej pory mama jest sama. Bała się, że kiedy spotka kogoś, historia się powtórzy.
- Przepraszam Was bardzo. – powiedziała zanosząc się od płaczu.
Wszystkie emocje opadły, nie było już gniewu, wybaczyliśmy jej.
- Mamo, nie smuć się. Nie czuję do Ciebie urazy. Daniel pewnie też. – spojrzałam na niego, kiwnął głową.
- To prawda, nie wiedziałem, jak było naprawdę. Sądziłem, że Cię nie obchodzę.
- Obchodzisz i to bardzo. Chciałam Twojego szczęścia. Myślałam, że Ci go nie zapewnię. Tęskniłam za Tobą. Wyobrażałam sobie, jak wyglądasz. Zastanawiałam się, jakby to było, gdybyś był z nami. Chciałam mieć pełną rodzinę i trójkę dzieci przy sobie. Moje marzenie się spełniło. Wiedz, że bardzo Cię kocham, synku.
- Mamo… - powiedział nieśmiało. – Nigdy nie wypowiadałem tego słowa, bo nie miałem do kogo. Ja też tęskniłem za ciepłem i miłością. Nie wiedziałem, jak wyglądasz, ale miałem cichą nadzieję, że kiedyś Cię spotkam. Zapewne minie trochę czasu, kiedy nasze relacje ocieplą się, ale czuję, że jesteśmy na dobrej drodze. Będzie nam trudno, ale damy radę.
- Wierzę w to. Będę się starać, żebyśmy stworzyli kochającą rodzinę. – oznajmiła.
Cieszyłam się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jednak wiedziałam, że to jeszcze nie koniec ciężkich rozmów.
- Muszę jeszcze odszukać mojego ojca. – powiedział stanowczo Daniel.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Nawet jeśli uda Ci się go odnaleźć, nie zmienisz go. Nie obchodziła go nigdy rodzina. Zostań lepiej w domu. – odparła mama.
-Nie mogę, muszę z nim porozmawiać i powiedzieć, co o nim myślę.
Zgadzałam się z decyzją Daniela. Chciałam mu pomóc i pojechać razem z nim.
Mama na początku była przeciwna, ale przekonaliśmy ją. Chciała z nami jechać, lecz stwierdziliśmy, że to nie jest najlepszy pomysł. Pragnęliśmy załatwić to sami.
            Wyjeżdżaliśmy nazajutrz. Kierowcą był Łukasz. Chłopak bardzo nam pomagał. W końcu był najlepszym przyjacielem Daniela. Mój brat mógł na niego liczyć, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Droga z Warszawy do Gdańska była dość długa. Mieliśmy wiele czasu do rozmów. W tamtej chwili czuliśmy niepewność. Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać to spotkanie. Jedno było pewne, razem mogliśmy zdziałać dużo.

sobota, 19 października 2013

~ po prostu bądź.

Lojalność można kupić, zaufanie już nie.

Zaufanie to odwaga, wierność to siła.


Można wybaczyć, ale nie zapomnieć. 


Nie każdy jest wart tego, by powiedzieć mu prawdę. 


Nie śmiej się z innych, bo kiedyś sam zostaniesz wyśmiany.


Historie lubią pisać się same, ale to my jesteśmy ich atramentem.


W ciszy ukrywa się najwięcej słów.


Bo oczy mogą dużo powiedzieć.


Bawisz się uczuciami, jak dziecko klockami. Najpierw budujesz, potem niszczysz. 


Nie potrafię już dłużej udawać, że nie obchodzi mnie to, co robisz.


Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko kocha się za nic.


Szczęście przychodzi wtedy, kiedy się go nie szuka.




Coś nowego.

Cześć . :3


Postanowiłam, że oprócz opowiadań będę zamieszczać tu również inne prace.

Chodzi mi dokładnie o aforyzmy , cytaty .. 

Niektóre będą mojego autorstwa, pozostałe zaś z różnych książek czy internetu. 

Moje teksty będą pogrubione. 

Może zdarzyć się tak, że post poświęcę tylko na moje prace, bądź na te z książek, internetu. 

Najczęściej jednak wszystkie będą w jednym poście. 


Mam nadzieję, że podoba Wam się mój pomysł. 


Pozdrawiam, dreams :) 



niedziela, 13 października 2013

Rozdział 4

  
                        Co? Moim bratem? To niemożliwe. Dlaczego moja matka nie powiedziała mi, że ma syna. Zaszła w ciążę nie z moim tatą, tylko z innym nieznanym mi mężczyzną? Dlaczego to ukrywała? Byłam na nią zła. Jeszcze jedno pytanie nie dawało mi spokoju. Gdzie przez ten czas przebywał Daniel? Mieszkał ze swoim ojcem? Ale gdzie dokładnie? To nieprawdopodobne, że miałam brata i nic o nim nie wiedziałam. Był dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. Na dodatek porwał mnie. Czy nie mógł po prostu spotkać się ze mną i porozmawiać. Może bał się, że mu nie uwierzę. Sądzę, że pewnie bym to zrobiła. Nie wiem… To wszystko było takie skomplikowane.
                        W tamtym momencie nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Kiedy Daniel wyznał mi     prawdę, nie potrafiłam wydać z siebie ani jednego słowa. Dziwnie się czułam. On również milczał. Jednak po chwili przerwał to niezręczne milczenie.
- Przepraszam Cię bardzo. Mogłem powiedzieć Ci od razu, a nie tu przetrzymywać. Ale bałem się, że mi nie uwierzysz i uznasz za wariata. Tak bardzo chciałem Cię poznać. Dlatego posunąłem się do tego czynu. Wybacz. Już nie mogłem sam poradzić sobie z tą sytuacją. Nigdy nie poznałem moich rodziców i sióstr - Ciebie i Róży, chociaż tak bardzo chciałem.
  - To dla mnie trudna i niezręczna sytuacja. Właśnie się dowiedziałam, że mam brata. Nie mam na to dowodów, oprócz tego zdjęcia. Mimo to wierzę Ci. Sama nie wiem dlaczego. Proszę, powiedź mi, co działo się z Tobą przez te wszystkie lata. – kontynuowałam.
  - Cieszę się, że mi uwierzyłaś. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Całe moje życie spędziłem w domu dziecka.
  - A twój ojciec? – wtrąciłam się.
  - Nie wiem, kim jest. Niedawno dowiedziałem się, gdzie może mieszkać. Chcę się do niego wybrać i porozmawiać. Dowiedzieć się czegoś więcej o jego życiu. Jednak ważniejsze dla mnie było odnalezienie Ciebie. Kiedy Cię szukałem, miałem nadzieję, że pomożesz mi w uporządkowaniu mojego życia. – oznajmił patrząc w podłogę.
            Czułam, że zależy mu na moim zaufaniu. Jeszcze tyle pytań chciałam mu zadać. Dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Zaczynałam rozumieć, jak się czuje. Był zrozpaczony, skrzywdzony przez los. Wychowywał się w domu dziecka. Nigdy nie miał szansy na życie w normalnej rodzinie, czy być kochanym przez najbliższych. Dziwiło mnie tylko, dlaczego moja matka go oddała. Oddała? Czy na pewno? Właściwie nie wiem, jak tam trafił. Ale jakie może być inne wyjaśnienie? Mogłam snuć różne spekulacje. Jednak nie znałam całej prawdy. Daniel również. Próbował się tego dowiedzieć. Byłam mu potrzebna. Wiedziałam to. Chciałam mu pomóc - jak siostra bratu. To naprawdę irracjonalne, że z dnia na dzień stał się dla mnie jak ważny. Osoba, której nie znałam. Zupełnie obcy człowiek i na dodatek poznany w tak fatalnych okolicznościach. To desperacja i bezradność skłoniły go do porwania. Wybaczyłam mu to. Później, gdy opowiedział mi, jak jest w domu dziecka, byłam pewna, że od tej pory będę jego ostoją w trudnych chwilach. Nie spocznę, dopóki nie wyjaśnię wszystkich wątpliwości.
            Daniel wielokrotnie próbował uciekać z domu dziecka. Jednak za każdym razem udawało się go odszukać. Kiedy skończył osiemnaście lat, opuścił tą instytucję.   Zamieszkał w domu Łukasza. Znali się od trzech lat. Jego matka pracowała w placówce jako sekretarka. Kiedyś chłopak ją odwiedził , wtedy poznał Daniela. Zaprzyjaźnili się. Dużo rozmawiali. Łukasz odwiedzał go prawie codziennie.
   - Jak dowiedziałeś się, że jesteśmy rodziną? – to pytanie cały czas mnie nurtowało.
   - Poprosiłem o pomoc mamę Łukasza. Miała dostęp do archiwum. Było tam zapisane, że twoja mama – Ewa Kowalczyk oddała mnie w 1995 roku. Dowiedziałem się, gdzie mieszkacie i postanowiłem udać się do Was. Wiesz już, co zrobiłem dalej…
- Chcę, żebyś wiedział, że nie mam do Ciebie żalu. Rozumiem, że jesteś zagubiony i trudno jest Ci się pogodzić z obecną sytuacją. Mi również. Pomogę Ci, obiecuję. Poznamy prawdę i dowiemy się, dlaczego nasza mama Cię oddała. – odparłam czule.
Daniel przytulił mnie mocno i powiedział do ucha:
- Dziękuję, że jesteś przy mnie. Moja kochana siostrzyczko. Dziękuję…
            Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach. Wzruszyłam się. Cała złość i pretensje, jakie miałam wcześniej wobec Daniela, odeszły. Nie był już dla mnie porywaczem, tylko bratem. Byłam pewna, że jest dla mnie ważny.
    - Pojedźmy do mojego domu. – zaproponowałam.
    - Dobrze. Może jutro?
  - Po co czekać? Jedźmy dzisiaj, zaraz, teraz. Chcę wszystko wyjaśnić.- stwierdziłam stanowczo.
            Daniel uśmiechnął się do mnie. Wyciągnął telefon z kieszeni i zadzwonił do Łukasza. Ten po dwudziestu minutach przyjechał. Wsiedliśmy do samochodu. Dowiedziałam się, gdzie przebywałam. Było to miejsce oddalone od mojego domu o dziewięćdziesiąt osiem kilometrów. Jechaliśmy około dwóch godzin.
            Gdy ujrzałam mój dom, ogarnęły mnie dziwne uczucia. Bałam się tam wejść. Nie wiem dlaczego. Byłam zła na mamę, że ukrywała fakt, iż miała syna i oddała go do domu dziecka. Nie wiedziałam, jak mam się zachować. Łukasz został w samochodzie, a ja z Danielem weszliśmy na podwórko. Złapałam za klamkę, drzwi były otwarte. Nie zdziwiło mnie to, ponieważ moja mama często nie zamykała drzwi, chociaż tyle razy jej mówiłam, żeby to robiła. Udaliśmy się do kuchni. Była tam. Stała odwrócona do nas plecami, wpatrując się w zegar. Jakby na kogoś czekała.
   - Mamo… - wyszeptałam.
            Odwróciła się na pięcie i rzuciła mi na szyję. Nie zauważyła nawet, że stoi obok mnie Daniel. Wyplątałam się z jej objęć. Wtedy go zauważyła.
   - Kim on jest? – zapytała zdezorientowana.
   - To Daniel. Mój brat i Twój syn.
            Zamarła. Widać było, że jest zakłopotana i nie do końca rozumie sytuację. Stała
            w miejscu i nie odzywała się. Po chwili zaczęła płakać...

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 3

-    Marcela! Marcela!
-    Mamo?!
Byłam w domu. Widziałam moją matkę i młodszą siostrę. Biegłam w ich kierunku. Po chwili objęłyśmy się. Jaka ja byłam szczęśliwa. Udało mi się uciec. Ale jak? Wszyscy staliśmy w moim małym, ale przytulnym salonie. Nagle spostrzegam, że na fotelu siedzi Daniel.
-   Co on tutaj robi?! – krzyczałam.
Mama próbowała mnie uspokoić. Róża przytuliła się do Daniela, a on przesłał do mnie miłe spojrzenie, którego nie odwzajemniłam.
-     Mamo, co tu się dzieje? Przecież on mnie porwał. Jakim prawem jest teraz u nas w domu?
-          Daniel tutaj zostanie. – powiedziała spokojnie.
-          Dlaczego? Nie rozumiem.
Chłopak wstał, zbliżył się do mnie i powiedział:
-          Zostanę, bo…
                  Obudziłam się. To był tylko zły sen. Dziwny i niezrozumiały. Martwiłam się, ponieważ czułam, że chciał  mi dać coś do zrozumienia. Dostrzegłam, że na stoliku znajdującym się w pokoju nie ma wazonu z kwiatami tylko mała kartka na której było napisane: „Przeczytaj”. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam. Nie spodziewałam się takiej treści. „Muszę coś załatwić. Wrócę około 15-tej.” Zdziwiłam się. Zostawił mnie samą w domu. On naprawdę zachowywał się nie jak porywacz, tylko kolega, przyjaciel czy członek rodziny. Dla niego było normalne, że tu jestem. Nie widział w tym niczego dziwnego. Ja jednak myślałam inaczej. Czułam, że jest niegroźny i nie chcę mi wyrządzić krzywdy.                      
                 Zeszłam na dół, do kuchni. Na zegarze wiszącym na ścianie, dostrzegłam, że jest już godzina 13-ta Niewiarygodne, że spałam tak długo. Daniel miał przyjść za dwie godziny. Byłam głodna, dlatego przygotowałam dwie kanapki z żółtym serem i pomidorem. Zrobiłam również herbatę. Jedzenie zajęło mi dziesięć minut. Pozmywałam naczynia i przeszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i rozmyślałam. Wiele pytań nasuwało mi się do głowy. Co Daniel miał załatwić? Dlaczego jest wobec mnie taki miły? Jaki był cel jego porwania? Co chce mi powiedzieć? Co miał oznaczać mój sen? Miałam mętlik w głowie. Byłam bezsilna. Wyszłam na korytarz i złapałam za klamkę drzwi wejściowych. Były zamknięte. Przecież nie zostawiłby otwartego domu. Wiedziałby, że postanowię uciec. Miałam jednak nadzieję, że będą otwarte. Postanowiłam udać się ponownie do salonu. Wtedy zauważyłam , że na komodzie leży mój telefon komórkowy. Przez to całe zajście zapomniałam, że miałam go przy sobie w dniu porwania. Szybko dobiegłam szybko do niego. Niestety, był rozładowany.
                  Dochodziła 14-ta. Miałam jeszcze godzinę, dlatego postanowiłam, że trochę poszperam i może znajdę coś ciekawego. Zdawałam sobie sprawę, że to nie jest dom Daniela, tylko jego kolegi i najprawdopodobniej nie znajdę tu nic szczególnego. Nagle usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi. Byłam pewna, że to Daniel, jednak ku mojemu zdziwieniu do salonu wszedł zupełnie obcy mi chłopak. 
-Cześć. Ty pewnie jesteś Marcelina. – powiedział uśmiechnięty.
Miał bardzo piękny uśmiech i miły głos.
-         Tak. Skąd wiesz? Kim jesteś?- pytałam.
-         Daniel mi o Tobie opowiadał. Ale nie martw się, same dobre rzeczy. Jestem jego kolegą. Mieszkam tu. Łukasz, miło mi. – powiedział uprzejmie.
-         Miałeś wrócić za miesiąc, Daniel mi tak mówił. – byłam opanowana, bo chciałam się czegoś dowiedzieć.
-         Tak, ale musiałem wrócić wcześniej. – odpowiedział ze smutkiem w głosie.
-         Dlaczego?
-         Byłem u mojej dziewczyny, a w zasadzie byłej dziewczyny. Nie było sensu, żebym tam dalej przebywał, dlatego przyjechałem.
-         Szkoda, że Wam nie wyszło. – powiedziałam.
Przy Łukaszu zapomniałam, jaki był mój cel. Chciałam dowiedzieć się czegoś o Danielu i o tym, dlaczego tu jestem. Patrzyłam głęboko w jego brązowe oczy i nie mogłam przestać. Były takie piękne. Wysoki brunet o tak pięknym spojrzeniu sprawił, że przez chwilę zapomniałam o moich problemach. Chciałam z nim rozmawiać, bo wydał mi się bardzo sympatyczny, mądry i miły. Po chwili pomyślałam, że może nie wiedzieć o tym, że Daniel mnie porwał. Może chłopak powiedział mu, że jestem jego dziewczyną i tutaj chciał spędzić ze mną czas. Zachowanie Łukasza dawało mi to do zrozumienia. Postanowiłam zagrać z nim w otwarte karty.
-         Daniel powiedział Ci, że jestem jego dziewczyną?
-         Nie. To on Ci jeszcze nie powiedział ? – oznajmił mocno zdziwiony.
-         Co miał mi powiedzieć?!
-     Zapewniał mnie, że już wiesz.
-         Ale co? Powiedz mi. – prosiłam zdenerwowana.
-         Ja… yyy … nie powinienem. On musi to zrobić. Nie chcę się mieszać.
-         Błagam, powiedz. On mnie porwał. Nie wiem, kim jest. Nie jest wobec mnie zły, wręcz przeciwnie, jest bardzo miły. I to mnie dziwi. Nie wiem, dlaczego to wszystko zrobił. O co mu chodzi. – wyżalałam się.
                  Zapanowała krótka cisza. Usłyszałam, że ktoś znowu otwiera drzwi. To był Daniel. Kiedy ujrzał swojego kolegę, znieruchomiał i nie odzywał się przez moment.
-         Dlaczego jej nie powiedziałeś? Okłamałeś mnie. – powiedział zezłoszczony Łukasz.
-         Powiem, powiem. Ale wyjdź już, proszę. 
-         Obiecaj, że to zrobisz. Ona zasługuje na prawdę. – dodał i wyszedł, a Daniel razem z nim.
                  Zostałam sama. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Dostrzegłam, że Daniel przyniósł ze sobą jakąś kopertę, którą pod wpływem emocji, wychodząc, rzucił na stół. Otworzyłam ją. W środku były dwa zdjęcia. To, co na nich zobaczyłam sprawiło, że doznałam szoku. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Na jednym ze zdjęć było małe dziecko, najprawdopodobniej chłopak. Na drugim zaś moja matka z lat młodzieńczych z jakimś, także młodym mężczyzną. Byłam pewna, że to ona, ponieważ przeglądając w domu albumy ze zdjęciami widziałam moją mamę jako młodą dziewczynę. Na drugiej stronie fotografii było napisane „Dla mojej księżniczki. Kocham i dziękuję, że jesteś.”
                  Daniel już przyszedł. Kiedy zauważył, że trzymam zdjęcia w ręce, był zakłopotany. Najwidoczniej nie miałam ich jeszcze zobaczyć.
-         Kim jest ten mężczyzna ? – wskazałam na fotografię. –Chcę poznać całą prawdę. – dodałam.
Daniel zbliżył się, spojrzał prosto w oczy i powiedział.
-         To jest mój ojciec.
Zamarłam. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. To wszystko jest takie dziwne i nierealne.
-         A Ty kim jesteś? – zapytałam cicho.
-         Twoim bratem. – powiedział jeszcze ciszej, ale na tyle głośno, żebym usłyszała.

środa, 17 lipca 2013

Rozdział 2

                        Kiedy się obudziłam, ujrzałam go. Stał nade mną i skupiał swój wzrok na mojej twarzy. Dziwnie się czułam. Nie wiedziałam, co zrobić. Bałam się wstać. Nachylił się. Kurczowo zacisnęłam koc w rękach.
- Dobrze się czujesz?- zapytał z czułością w głosie.
Czy dobrze się czuję? To mówi chłopak, którego pierwszy raz widzę na oczy. Chłopak, który mnie porwał i zamknął w tej ruderze. – pomyślałam.
-         Czego Ty ode mnie chcesz? – krzyknęłam.
-         Jesteś dla mnie bardzo ważna. – odparł.
-         Co?! Przecież się nie znamy. – powiedziałam stanowczo.
Po chwili wstałam i oddaliłam się kilka kroków.
-         Wiem, ale wiele nas łączy – oznajmił, zbliżając się do mnie.
-         Odejdź! Jesteś zwykłym wariatem. Wypuść mnie stąd.
-         Proszę, uspokój się. Nie mogę tego zrobić. Chcę, żebyś nie żywiła do mnie urazy. Zaakceptowała mnie.
„Co on do licha wygaduje?! Na pewno jest chory psychicznie. Co ja teraz zrobię.”  W tamtej chwili tysiące złych myśli chodziło mi po głowie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, by uciec.
-         Mam na imię Daniel.- powiedział uprzejmie.
-         Co mnie obchodzi jak masz na imię. – odburknęłam, zmęczona jego nachalnością.
-         Ty jesteś Marcelina, ale mówią na Ciebie Marcela. A to przecież dwa różne imiona. Podobne, ale różne. Dlaczego… - nie dokończył swojej myśli, bo natychmiast mu przerwałam.
-         Skąd wiesz jak mam na imię?
-         Znam kilka faktów na twój temat, ale niedostatecznie dużo, by Cię dobrze poznać.
-         Dlaczego chcesz mnie lepiej poznać? Do czego jestem Ci potrzebna? Masz jakiś cel w moim porwaniu? Żądasz okupu? Potrzebujesz pieniędzy?- zaczęłam nerwowo pytać.
-         Spokojnie. Na pewno nie chcę wyrządzić Ci krzywdy. Nie pragnę też pieniędzy.
-         To czego chcesz?
Nie odpowiedział. Milczał przez chwilę. Spojrzał na mnie i powiedział:
-         Nawet nie wiesz, jak jest mi ciężko. W życiu popełniłem wiele błędów, które staram się naprawić. Wcale nie chcę Cię tu więzić. Obiecuję, że wrócisz do domu, ale jeszcze nie teraz. Życie nie było wobec mnie fair. Doznałem wiele upokorzeń od życia. Pewnie myślisz, że gadam od rzeczy i mnie nie rozumiesz. To wszystko wydaje Ci się nierealne. Przepraszam, że przeze mnie czujesz się źle i odczuwasz lęk. Ale to minie. Kiedy poznasz całą prawdę, zmienisz zdanie na mój temat. Musisz ją poznać. Mam tylko nadzieję, że mnie nie znienawidzisz.
-         Jaką prawdę? O czym Ty mówisz?
-         Nie mogę Ci jeszcze tego powiedzieć. Musisz się uspokoić i ochłonąć.
-         Przestań! Daj mi spokój i wypuść mnie. – krzyknęłam.
Byłam zmęczona i głodna. Było mi zimno. Daniel najwyraźniej to zauważył i zaproponował, że zabierze mnie w inne miejsce. Obiecał, że będzie tam cieplej i przytulniej. Na początku opierałam się i błagałam, żeby mnie wypuścił. Jednak on nadal obstawał przy swoim. Zgodziłam się. Wolałam przebywać w ciepłym pomieszczeniu niż w tej starej szopie.
-         Przepraszam, że nie zabrałem Cię tam od razu, ale nie miałem możliwości przebywania w tym miejscu.- oznajmił.
-         Nie miałeś możliwości? – nie rozumiałam.
-         To dom mojego kolegi, który mieszka w nim sam, bo jego rodzice wyjechali za granicę. Przyjeżdżają do niego co osiem miesięcy. Ostatnio odwiedzili go właśnie tydzień temu, a odjechali dziś rano. Dom stoi pusty. – wyjaśnił.
-         A twój kolega?
-         Wyjechał do swojej dziewczyny na miesiąc. To co idziemy?
Nie odzywałam się. Uznał to chyba za odpowiedź twierdzącą. Powiedział, że musi zawiązać mi oczy, żebym nie zobaczyła, gdzie się udajemy i nie próbowała uciec. Twierdził, że robi to z wielkim bólem, bo wolałby, żebym już o wszystkim wiedziała i nie była do niego wrogo nastawiona.
                  Zawiązał mi oczy opaską, objął od tyłu i prowadził do miejsca, gdzie miałam przebywać. Po drodze potykałam się o gałęzie i kamienie. Szliśmy około piętnastu minut. Nadal nic nie widziałam. Daniel otworzył drzwi. Prowadził mnie jeszcze chwilę do jakiegoś pokoju. Kiedy zdjął opaskę z moich oczu, ujrzałam mały, przestronny pokój. Ściany były okryte tapetą w niebiesko-żółte kwiaty. Znajdowała się tu jednoosobowa kanapa, regał z książkami, mały stolik, a na nim wazon z kwiatami. Moją uwagę przyciągnęło okno z białą zasłoną, które mieściło się na całej ścianie. Nawet gdybym chciała się dowiedzieć ,gdzie się znajduję, nie udałoby mi się to. Za oknem znajdowały się drzewa, które niemal dotykały szyb.
                  Daniel zaczął oprowadzać mnie po domu. Czułam się dziwnie. Nie rozumiałam dlaczego chłopak pokazywał mi cały dom, zamiast zamknąć mnie w pokoju. Był inny niż porywacze z filmów czy seriali - miły, uprzejmy. Chciał zachowywać się jak przyjaciel, a nie jak przestępca. Nie rozumiałam go. Pokazał mi łazienkę, która mieściła się obok  „mojego” pokoju. Była duża (w porównaniu z pokojem). Znajdowała się tam spora wanna, umywalka i ubikacja. Na płytkach pokrywających ściany narysowane były krople wody. W domu znajdowały się jeszcze dwa pokoje, salon, biuro, kolejna łazienka, jadalnia i kuchnia. Jeden z pokoi należał do kolegi Daniela. Nie chciałam go oglądać, bo uważałam to za niepotrzebne. Podobnie „ postąpiłam” z pokojem rodziców. Chłopak pokazał mi salon. Ściany miały kolor beżowy. Na podłodze leżał duży dywan koloru czerwonego. Był bardzo puszysty i rzucał się w oczy. Znajdowała się tu też brązowa kanapa i dwa fotele ze skóry, kredens z poukładanymi na nim różnymi figurkami oraz telewizor plazmowy, który miał pewnie około 40 cali. Na końcu zobaczyłam największe pomieszczenie, czyli kuchnię. Była naprawdę imponująca. Niczego w niej nie brakowało. Była duża srebrna lodówka, dwie kuchenki, zmywarka, dwa krany, piękne dębowe meble. Ściany pomalowane były na biało. Mieścił się też tu stół, na którym leżały jakieś zakupy. Obok kuchni była jadalnia, w której stał duży ośmioosobowy stół, a wokół krzesła ze skóry. W pokoju dominował kolor pomarańczowy. Ściany, doniczki z kwiatami poustawiane na parapetach dwóch okien komponowały z całością. Widoki były takie same jak w „moim” pokoju. Drzewa, drzewa i jeszcze raz drzewa. Na pewno dom mieścił się w lesie. Droga do niego również na to wskazywała.
- Chcesz coś zjeść?- zapytał Daniel, kiedy skończył mnie oprowadzać.
-         Nie wiem. – odpowiedziałam cicho.
-         Jak to? Nie wiesz, czy jesteś głodna? – zaśmiał się.
Spojrzałam na niego groźnie.
-         Przestań zachowywać się jak jakiś mój kolega. Myślisz, że czuję się lepiej? Pokazałeś mi ten dom i uważasz, że bardzo się z tego cieszę? Uważasz, że z radością zjem z Tobą posiłek? –  pytałam ze złością.
Z natury jestem nieśmiała, ale kiedy ktoś mnie zdenerwuje nie boję się o konsekwencje mojego zachowania. Mówię to, co uważam za słuszne, bez chwili zastanowienia.
                  Gdybym trafiła na jakiegoś innego porywacza, zapewne kazałby mi się zamknąć i groziłby, żebym lepiej siedziała cicho i go słuchała. Ale Daniel tak się nie zachowywał. Słuchał mnie i nie przerywał, kiedy mówiłam. Nie rozumiałam, po co to wszystko robił. Dziwiło mnie jego zachowanie.
-         Przepraszam. Po prostu nie chcę być wobec Ciebie niemiły. – wyjaśnił.
-         Nie przepraszaj mnie, tylko powiedz w końcu, o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego musiałeś mnie porwać?
-         Jeszcze nie teraz. Obiecuję, że wkrótce wszystkiego się dowiesz. Musisz tylko mi zaufać.
Zaufać? Człowiekowi, który mnie uprowadził i nie chce wypuścić. Wszystko to było dla mnie nierealne. Powiedziałam, że chcę odpocząć. Odprowadził mnie do pokoju i oznajmił, że nie zamknie drzwi. Mogłam chodzić po całym domu. Na początku myślałam, że kiedy zostanę sama, wymknę się przez okno, ale spostrzegłam, że nie ma w nim klamek. Zostały wykręcone. Każde okna w tym domu zostały tak potraktowane. Daniel przyniósł mi talerz z trzema kanapkami i gorącą herbatę. Położył na stoliku, z którego wcześniej zabrał wazon pełen kwiatów.
-         Smacznego. – dodał i wyszedł z pokoju.
Zaczęłam jeść. Byłam bardzo głodna i spragniona. Nie bałam się, że chłopak mógł dorzucić mi coś do posiłku i napoju. Sama nie wiem dlaczego. Czyżbym już wtedy zaczęła mu ufać?! Jedno było pewne. Ciekawiło mnie, o jakiej prawdzie, którą musi mi wyjawić mówił. Co ukrywał i jaką rolę odgrywałam w całym tym zajściu…

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 1

Wstęp


Takie historie nie dzieją się codziennie… Na pewno nie z takim zakończeniem… Kto by się spodziewał, że porwanie zmieni tak drastycznie moje życie. Na lepsze! Wiem, że to brzmi niedorzecznie.. ale taka jest prawda. Opowiem Wam to wszystko od samego początku..



Rozdział 1


                        Był zimny jesienny wieczór. Razem z moimi najlepszymi przyjaciółkami Justyną i Beatą szłam do najdroższej restauracji w mieście. W końcu były moje szesnaste urodziny. Nie urządzałam żadnej imprezy, ponieważ chciałam ten dzień spędzić z najbliższymi mi osobami. Weszłyśmy do środka „Złotego Smaku”. Usiadłyśmy przy wcześniej zarezerwowanym stoliku. Po chwili przyszedł kelner, by przyjąć nasze zamówienia. Czekając na jedzenie, spojrzałam na Justynę-niebieskooką blondynkę o śniadej cerze. Pochodziła z bogatej rodziny, dlatego zawsze nosiła firmowe ciuchy. Poza tym była bardzo wysoka i szczupła. Beacie też niczego nie brakowało. Miała długie, brązowe, kręcone włosy. Nieskazitelną cerę i duże zielone oczy. Co weekend chodziła na basen, dlatego miała piękną figurę. Prawie każdy chłopak w szkole uganiał się za nimi. Czasem czułam się przy nich jak szara myszka. Nie ubierałam się tak jak Justyna, nie byłam taka zgrabna jak Beata. Po prostu byłam zwyczajna. Tak wtedy myślałam.
-         Dziewczyny, czy ja jestem brzydka? –  zapytałam.
Przyjaciółki wymieniły się spojrzeniami.
-         Pewnie, że nie. Popadłaś w jakieś kompleksy, czy co? – zaśmiała się Beata
-         Nie, tylko czasami wydaje mi się, że nikt mnie nie zauważa…
-         Co ty wygadujesz ?! Jeśli chodzi ci o to, że chłopcy nie szaleją za tobą tak bardzo jak za innymi dziewczynami, to nie masz się czym przejmować. Jesteś piękna, tylko nie potrafisz tego pokazać. Powinnaś zmienić swój styl.  – oznajmiła Justyna.
-         Uważam, że Justa ma rację. Powinnyśmy udać się jutro razem na zakupy. Co wy na to? – zapytała Beata.
Przytaknęłam.
Kelner przyniósł nasze dania. Kosztowały bardzo drogo, ale nie musiałam się tym przejmować, ponieważ  moje przyjaciółki zapłaciły za wszystko. Poza tym podarowały mi srebrny wisiorek w kształcie litery M. Ten wieczór spędziłam naprawdę miło. O godzinie dwudziestej drugiej wyszłyśmy z restauracji. Justyna i Beata udały się do domu, ale ja chciałam się jeszcze przejść i pomyśleć o wielu rzeczach. Nie śpieszyłam się do domu, ponieważ moja mama wyjechała służbowo do Krakowa. Musiała to zrobić, gdyż nie powodziło nam się ostatnio zbyt dobrze. Musieliśmy spłacić kredyt za samochód i mój nowy komputer. Była z tym wszystkim sama. Tata zostawił ją, kiedy urodziła się moja siostra Róża. Miałam wtedy siedem lat. 
                  Róża była u koleżanki mojej mamy. Często tam nocowała ,kiedy mama wyjeżdżała. Teraz mogłam w spokoju spacerować i rozmyślać o wszystkich moich zmartwieniach. Czasami chciałabym uciec od tego świata. Jestem typem samotnika. Nie lubię nikomu  mówić o swoich problemach, wolę „chować”  je w sobie. Spacerowałam samotnie około pół godziny. Zbliżała się dwudziesta trzecia, dlatego postanowiłam, że wrócę już do domu. Skręciłam w wąską uliczkę. Nagle usłyszałam kroki, jakby ktoś za mną szedł. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Szłam dalej, jednak nieco szybciej. Nigdy nie bałam się spacerować sama. Akurat te ulice Warszawy są bezpieczne. Jednak poczułam lęk. Znowu słyszałam jakieś kroki. Tym razem nie odwróciłam się. Szłam coraz szybciej, niemal biegłam. Słyszałam, że ktoś również przyspieszył i goni mnie. Byłam już zmęczona, dlatego zwolniłam. Nie miałam już sił. Nie wiem dlaczego, ale zatrzymałam się. Stałam chwilę na chodniku. Obejrzałam się dookoła. Było bardzo ciemno. Nikogo nie zauważyłam. „- Marcelina, ty wariatko, coś sobie ubzdurałaś.” – pomyślałam. Wolnym krokiem szłam w kierunku domu. Byłam już blisko. Nagle zza drzew rosnących wzdłuż ulicy wyskoczyła jakaś postać. Złapała mnie i nie chciała puścić. Nie widziałam twarzy tego człowieka , ponieważ miał na głowie kominiarkę. Zaczęłam się szarpać, ale to nic nie pomogło. Ten ktoś był zbyt silny. Przyłożył  coś do mojej twarzy. Zemdlałam…
                  Strach, lęk, niepewność-to czułam, kiedy obudziłam się w jakiejś starej, obskurnej szopie. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Czy coś mi zrobili? Bałam się. Było mi zimno. Byłam głodna. Chciałam uciec, ale… zostałam zamknięta. Zaczęłam krzyczeć i płakać Ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam go. Wysokiego niebieskookiego bruneta, który mógł mieć około osiemnastu lat. Patrzył na mnie dziwnie, tak jakby się o mnie martwił. Po chwili powiedział:
-         Przepraszam. Musiałem to zrobić. Jutro tu przyjdę.
Szybko otworzył drzwi i wyszedł. A ja? Pobiegłam za nim. Zdążył jednak przekręcić klucz w zamku czy kłódkę. Nie wiem. Upadłam na ziemię. Zauważyłam, że w rogu leży materac, a przy nim koc. Położyłam się na nim i zasnęłam cała zapłakana.

wtorek, 25 czerwca 2013

"PRZESTĘPCA O DWÓCH TWARZACH"

Moje pierwsze opowiadanie pt. "Przestępca o dwóch twarzach" podzielę na kilka części. Co parę dni (kiedy będę mieć wenę, może nawet codziennie) będę dodawać kolejne części. ;) 

Oto krótkie streszczenie mojej opowieści ....

Szesnastoletnia Marcelina w dniu swoich urodzin udaje się wraz ze swoimi przyjaciółkami do restauracji. Spędzają tam miło czas. Jednak kiedy dziewczyny wracają i rozchodzą się do swoich domów, Marcela czuje, że ktoś ją śledzi. Ciemna ulica, mrok i dźwięk kroków jakiejś osoby sprawiają, że dziewczyna czuje lęk. Po chwili traci przytomność. Budzi się w obskurnej, małej i ciemnej szopie. Nie wie, co się dzieję. Chce uciec, ale została zamknięta. Nie widzi żadnych okien. Jest przerażona. Nagle z ciemności wyłania się postać wysokiego chłopaka. Marcela ujrzała porywacza, który nie chce jej wypuścić. Na początku nie odzywają się do siebie. Dziewczyna spędza tam kilka dni. Policja zaczyna jej szukać. Któregoś dnia, porywacz opowiada jej intrygującą historię, która zmieni ich późniejsze relacje. Będzie chciała podjąć ważną decyzję, która może drastycznie zmienić jej życie. Nie wie, co ma zrobić. Chce pomóc chłopakowi, aby ten ......




I jak ... podoba Wam się? ;)



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Witajcie! :)

Postanowiłam założyć bloga. Jego tematem przewodnim będą opowiadania. Zamierzam co jakiś czas umieszczać tu moje prace. Mam nadzieję, że przypadną Wam one do gustu. :)



















~ dreams