niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 5


            Nie zrobiło mi się przykro, kiedy zaczęła płakać. Może to źle. Trudno. Miałam żal o to, że tak długo mnie okłamywała. Pragnęłam, żeby w końcu zaczęła mówić prawdę.
- Dlaczego to zrobiłaś? Czemu przez szesnaście lat żyłam w nieświadomości i nie wiedziałam, że mam brata?! – wykrzyczałam.
Mama otarła oczy od łez i powiedziała drżącym głosem:
- Marcelinko, kochanie, przepraszam Cię. Nie chciałam, żeby to wszystko tak się potoczyło.
- Co? Mówisz absurdalne rzeczy. Gdyby nie to, że poznałam Daniela, nigdy nie dowiedziałabym się, że jest moim bratem. Gdyby nie zdecydował się do czynu, jaki podjął, nadal nie miałabym o niczym pojęcia. Okłamywałaś mnie. Jak mogłaś?! Myślałam, że jesteś inna. – oznajmiłam z wściekłością.
            Daniel widział, że jestem zdenerwowana, dlatego próbował mnie uspokoić. Był bardziej opanowany niż ja. Uświadomiłam sobie, że nawet jeszcze z nią nie rozmawiał. Ciągle tylko ja zabierałam głos, a przecież muszą w końcu porozmawiać. Moja złość sprawiła, że o tym zapomniałam. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w takim stanie.
- Może wyjaśniłabyś coś swojemu synowi? Dlaczego go porzuciłaś? – kontynuowałam z pretensjami.
            Daniel przeszył mnie wzrokiem. Najwidoczniej chciał dać mi do zrozumienia, że trochę przesadzam i powinnam się uspokoić. Ale ja nie potrafiłam.
- Musiałam to zrobić. – powiedziała z bezsilnością w głosie.
- Dlaczego? – odezwał się Daniel.
             Zamilkła. Widać było, że nie chciała nic mówić. Była zagubiona. Pewnie na jej miejscu, każdy by był. Jej córkę porywają. Okazuje się, że porywaczem jest jej syn, którego osiemnaście lat temu oddała do domu dziecka. To absurdalne, ale jednak prawdziwe.
- Przepraszam Cię. – przemówiła i przytuliła Daniela do siebie. – Tak bardzo chciałam, żebym kiedyś mogła z Tobą porozmawiać. To wszystko miało potoczyć się inaczej. Niestety, zawiodłam. Kiedy chciałam naprawić swój błąd, było już za późno. – dodała po chwili.
Miałam już dosyć tego ciągłego wymigiwania się od najważniejszej odpowiedzi. Rozumiałam, że był to trudny temat, ale należała nam się szczera rozmowa.
-Dlaczego oddałaś Daniela? Powiedz w końcu, co Cię do tego skłoniło. – oburzyłam się.
            Do pokoju weszła Róża. Najwidoczniej usłyszała nasze, a właściwie moje krzyki i zaniepokoiła się. Podbiegła do mnie z otwartymi ramionami.
- Tęskniłam. Gdzie byłaś? – dopytywała.
Na początku nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Z Danielem. – wskazałam na brata.
- Kim Ty jesteś? – zapytała go.
Wydawał się być zakłopotany. To trudno powiedzieć dziewięcioletniej dziewczynce,  że jest się jej bratem. Dlatego odpowiedziałam za niego.
- Kimś ważnym. Później powiem Ci więcej, a teraz idź na górę, bo musimy porozmawiać we trójkę.
Róża posłuchała mnie i udała się do swojego pokoju. Mama w końcu otworzyła się.
- Kiedy zaszłam w ciążę miałam siedemnaście lat. Bałam się, że sobie nie poradzę. Na dodatek Piotr, ojciec Daniela, był przeciwny, żebym urodziła. Zmienił swój stosunek do mnie, stał się złośliwy, krzyczał i często się upijał. – przerwała i usiadła na krzesełku.
- Nic Ci nie jest? – zmartwiłam się.
- Nie, po prostu trudno jest mi o tym mówić. Teraz wiem, że powinnam powiedzieć wszystko dużo wcześniej.
Zrobiło mi się jej szkoda. Przecież ona też to przeżywała. Popełniła błąd, skrywając prawdę. W końcu każdy ma prawo się pomylić. Chciałam się z nią pogodzić.
-Wiesz, gdzie jest teraz ojciec Daniela? – zapytałam.
- Nie wiem, ostatni raz widziałam go pięć lat temu. Byłam na szkoleniu w Gdańsku. Nawet z nim nie rozmawiałam. Nie poznał mnie. Cumował łodzie do brzegu. – odparła smutno mama.
-Podobno tak. – wtrącił się Daniel.
Atmosfera zmieniła się. Słałam się bardziej spokojna. Zrozumiałam, że złością i krzykiem nic nie zdziałam. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej. Osiągnęłam swój cel. Mama wyznała, że chciała odzyskać Daniela, ale wszyscy mówili jej, że sobie nie poradzi i lepiej będzie, jeśli jej syn znajdzie nową rodzinę. Uwierzyła w to. Przeprowadziła się z Zielonej Góry do Warszawy. Nawet nie wiedziała, że dom dziecka podupadł i instytucja musiała przenieść się do stolicy. Nasz dom był w zupełnie innym krańcu miasta. Mama chciała odwiedzić Daniela, ale Piotr okłamał ją, że syna zaadoptowała już inna rodzina. Nie obchodził go los syna. Moja matka myślała, że dobrze postąpiła. Chciała, żeby Daniel miał prawdziwą rodzinę i był szczęśliwy. Gdyby tylko wiedziała, jak było naprawdę. Pół roku po całym zajściu ojciec chłopaka zostawił ją i uciekł, nie dając żadnego znaku życia. Jeden dzień przed ucieczką pokłócili się. Doszło nawet do rękoczynu. Mama przechodziła wtedy piekło. Rok później poznała mojego tatę. Na początku wszystko układało się dobrze. Mama zaszła w ciążę. Miała wtedy dziewiętnaście lat, była bardziej dojrzała i doświadczona życiowo. Sytuacja była zupełnie inna, bo mój mój tata pomagał jej. Bynajmniej na początku. Po siedmiu latach także ją zostawił. Od tamtej pory mama jest sama. Bała się, że kiedy spotka kogoś, historia się powtórzy.
- Przepraszam Was bardzo. – powiedziała zanosząc się od płaczu.
Wszystkie emocje opadły, nie było już gniewu, wybaczyliśmy jej.
- Mamo, nie smuć się. Nie czuję do Ciebie urazy. Daniel pewnie też. – spojrzałam na niego, kiwnął głową.
- To prawda, nie wiedziałem, jak było naprawdę. Sądziłem, że Cię nie obchodzę.
- Obchodzisz i to bardzo. Chciałam Twojego szczęścia. Myślałam, że Ci go nie zapewnię. Tęskniłam za Tobą. Wyobrażałam sobie, jak wyglądasz. Zastanawiałam się, jakby to było, gdybyś był z nami. Chciałam mieć pełną rodzinę i trójkę dzieci przy sobie. Moje marzenie się spełniło. Wiedz, że bardzo Cię kocham, synku.
- Mamo… - powiedział nieśmiało. – Nigdy nie wypowiadałem tego słowa, bo nie miałem do kogo. Ja też tęskniłem za ciepłem i miłością. Nie wiedziałem, jak wyglądasz, ale miałem cichą nadzieję, że kiedyś Cię spotkam. Zapewne minie trochę czasu, kiedy nasze relacje ocieplą się, ale czuję, że jesteśmy na dobrej drodze. Będzie nam trudno, ale damy radę.
- Wierzę w to. Będę się starać, żebyśmy stworzyli kochającą rodzinę. – oznajmiła.
Cieszyłam się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Jednak wiedziałam, że to jeszcze nie koniec ciężkich rozmów.
- Muszę jeszcze odszukać mojego ojca. – powiedział stanowczo Daniel.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Nawet jeśli uda Ci się go odnaleźć, nie zmienisz go. Nie obchodziła go nigdy rodzina. Zostań lepiej w domu. – odparła mama.
-Nie mogę, muszę z nim porozmawiać i powiedzieć, co o nim myślę.
Zgadzałam się z decyzją Daniela. Chciałam mu pomóc i pojechać razem z nim.
Mama na początku była przeciwna, ale przekonaliśmy ją. Chciała z nami jechać, lecz stwierdziliśmy, że to nie jest najlepszy pomysł. Pragnęliśmy załatwić to sami.
            Wyjeżdżaliśmy nazajutrz. Kierowcą był Łukasz. Chłopak bardzo nam pomagał. W końcu był najlepszym przyjacielem Daniela. Mój brat mógł na niego liczyć, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Droga z Warszawy do Gdańska była dość długa. Mieliśmy wiele czasu do rozmów. W tamtej chwili czuliśmy niepewność. Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać to spotkanie. Jedno było pewne, razem mogliśmy zdziałać dużo.

4 komentarze:

  1. Cudny rozdział (; Bardzo mi się podobał. czekam na więcej :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, jak wzruszająco.. QwQ
    Fajnie, że teraz będą rodziną.. c:
    Czekam na kolejny rozdział~.. I zapraszam do mnie... c:
    http://utknelam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo za pozytywny komentarz :) nowy rozdział najprawdopodobniej pojawi się w ten weekend :)

      ok , z chęcią zajrzę na Twój blog :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, bo mnie wciągnęła ta historia.. @w@
      Z góry dzięki.. c:

      Usuń